Browsing Category

life issues

life issues, london, photography, travel

London stole my heart

7 March 2017

london blog 08

I find myself dancing in an empty room. A good beat rises in the speakers, I don’t think, I just start moving my hips and go frenzy. Alone in a big house.
Is this how freedom tastes like? I love it! I feel liberated (no, I didn’t drink wine that day). But in a way it also scares me.
It will end, it cannot go on forever. Soon I will be bored, frightened for my future, probably depressed.
Can you already imagine those bipolar emotions I experience? And it’s only the beginning…

Continue Reading…

about me, life issues

The art of copying.

30 November 2015

Będąc w branży artystycznej nie sposób nie natknąć się na ludzi kreatywnych inaczej, czyli kopiujących pomysły innych. Jest to obce mi podejście do życia, bowiem przypisywanie sobie cudzego talentu, pomysłu czy całej działalności byłoby dla mnie hańbiące. Nie mam serca podkopywać czyjejś pewności siebie, uczucia wyjątkowości, moje sumienie nie wytrzymałoby takiego obciążenia. Gdy to analizuję wnioskuję, że może to być kwestia empatii. Jeśli jest ona w tobie niewzruszona, bezgraniczna, prawdziwa wtedy nawet nie przejdzie ci przez myśl, by przypisać sobie czyjeś dokonania. Jeśli natomiast rządzi Tobą ego, potrzeba czucia się najlepszym niezależnie od konsekwencji – z łatwością przyjdzie Ci zrealizowanie dokładnie tego samego pomysłu, który podpatrzyłeś – i to bez wzmianki skąd wziąłeś ‘inspirację’. Będziesz święcie przekonany, że to Twoje dzieło.

Nasz mózg opiera się na kopiowaniu. Tak kreujemy naszą kulturę. Kreatywne indywidualności dają reszcie społeczeństwa inspirację i najbardziej chwytliwe pomysły zaczynają zwiększać zasięg realizacji. Jedno indywiduum założy sweter na lewą stronę, ulegli ludzie na ulicy widząc to zrobią to samo następnego dnia – tworzy się moda. Niektórzy czynią to świadomie (np. mi zdarza się kupić jakieś ubranie, bo zobaczyłam je na kimś innym, kto wygląd bardzo stylowo) a niektóre zjawiska dzieją się podświadomie (np. coraz częstsze używanie nowego słowa, które się gdzieś usłyszało). O ile uważam, że jest to piękna stymulacja dla ludzkości, to jednak są pewne granice. Pomysł zerżnięty z premedytacją nie zdobędzie mojej aprobaty. Nie złościłam się, lecz cieszyłam, gdy na początku Charlotte Rouge po wypuszczeniu jakiegoś modelu ubrania kilka innych marek wypuściło dokładnie takie same rzeczy (np. butelkowa spódnica maxi, koszule szyfonowe z ćwiekami na ramionach). Śmiałam się, gdy ktoś skopiował moje zdjęcia, co do centymetra próbował odwzorować kadr, kolorystykę i podpisywał, że jest bardzo dumny ze swojej kreatywności. Zdarzało się również, że fotografowanie wrzucali moje zdjęcia jako swoje, co właściwie jest nielegalne. Było mi przykro gdy moja stażystka po spędzeniu w Charlotte Rouge kilku miesięcy zostawiła mnie na lodzie przed bardzo ważnym wydarzeniem by założyć własną markę. Wypromowała ją dokładnie tymi samymi drogami, które ja przetarłam (łącznie z odwróceniem przeciwko mnie mojej krawcowej, znajomej blogerki czy fotografa itp). Jeszcze bardziej mnie smuciło, że po wypuszczeniu pierwszej kolekcji miękkiej bielizny znalazło się dużo dziewczyn, które postanowiły zrobić dokładnie to samo, a swój sukces opierały na moim używając np. na instagramie hashtagów “charlotterouge” pod swoimi projektami lub komentując pod moimi zdjęciami “uszyję taki sam, piszcie na priv”. Największy cios przeżyłam, gdy uczestniczka wyjątkowych warsztatów fotograficznych, które współtworzyłam, 2 miesiące później zorganizowała warsztaty o takiej samej tematyce, z programem identycznym (dosłownie) jak nasz (Snap Camp). To nie jest już moda, to też nie jest przypadek. To jest świadome i bezczelne zachowanie.

“Ja też tak chcę! Jeśli inni mogą to czemu ja nie mogę?” Możesz, oczywiście. Ale czy musisz? Czy jedynym rozwiązaniem jest skopiowanie pomysłu na biznes a nie stworzenie własnego systemu, znalezienie własnej niszy? Możesz wybrać najprostszą drogę, masz gotowy biznes plan, wystarczy podążać krokami twojej inspiracji (jak to zrobiła pewna dziewczyna realizując sesję promującą swoją bieliznę dokładnie w tym samym miejscu co pierwsza sesja Charlotte Rouge Lingerie – i uwierzcie mi wymagało to dużo starań, żeby to osiągnąć). Gdy widzisz coś niesamowitego, gdy ktoś Cię zmotywuje do działania, gdy zazdrościsz komuś życia przełóż tą pozytywną energię na działanie, które Cię wyróżni z tłumu a nie postawi na tej samej półce z innymi. Wiecie jak działa umysł człowieka, któremu sumienie nie pozwala na kopiowanie cudzych pomysłów? Kiedy widzę coś pięknego nie myślę “to jest zajebisty pomysł na biznes, muszę to zrobić sama”. Myślę wtedy:
– wesprę osobę, która to zrobiła kupując jej produkt
– pomogę w promocji tego produktu czy usługi pisząc o niej na fb, wystawiając recenzję czy polecając znajomym
– jeśli bardzo chcę być częścią danego projektu kontaktuję się z twórcą i oferuję kolaborację, bezinteresowną pomoc czy też pomysł na wspólne działania
– podpowiadam co można zrobić, by produkt był jeszcze lepszy;
Jeśli odtwarzam coś, co już istnieje – robię to od nowa. Nie zrzynam konceptu, scenariusza, czy formy. Wszystko piszę od nowa sama i reformuję, dodaję swoje składniki by powstało coś nowego. Nie piszę do konkurencji z prośbą o cennik czy wzór umowy – sama analizuję potrzeby rynku i klientów. Kiedy kopiujesz dany pomysł 1:1 zawsze jesteś o krok do tyłu, bo osoba, którą się inspirujesz już dawno osiągnęła to co ty dopiero zaczynasz. Dlatego tak bardzo powinno być ci szkoda energii na pakowanie się w biznes, który będzie tylko odtworzeniem czegoś co już istnieje. Czyż nie lepiej mieć swoje, unikatowe dziecko?

Cały czas zdaję sobie sprawę, że jest dla nas wszystkich miejsce na tym świecie. Ponad 7 miliardów ludzi jest na naszej planecie, a ile ludzi tyle jest pomysłów. Część z nich realizuje się symultanicznie po różnych stronach globu i na to nie możemy wpłynąć. Nie każdy z nas jest urodzony ze zmysłem do tworzenia, większość ludzi po prostu odtwarza to co widzi. Ale brak kreatywności nie daje nam prawa do kopiowania. Tak jak nikt nam nie dał prawa do zabijania zwierząt, czy prawa do kradzieży dóbr materialnych innych ludzi tak samo świadomie podejmujemy decyzję, czy będziemy kopać pod kimś dołki podbierając jego pomysł czy rozwijać się niezależnie i wspierać nawzajem. To jest tylko kwestia dobrej woli i utemperowania swojego ego. Żyjemy w takim świecie jakim go sami stworzymy. Szerzmy dobro a nie zazdrość, przyjaźń a nie konkurencję, radość z życia a nie wyścig szczurów.

Wiem, że to utopijna wizja naszej koegzystencji. Ale wciąż wierzę, że warto próbować zmieniać świat na lepszy.

about me, bag, black, bra, charlotte, charlotte rouge, dress, fedora, jacket, life issues, maxi dress, sneakers, soft bra, studs, sunglasses, travel

2015, I welcome you with open arms.

31 December 2014

new york

bra & dress CHARLOTTE ROUGE, shoes VANS, hat H&M, bag STEVE MADDEN

Bring it, 2015! I am waiting for you with my arms wide open. Although I feel as lost as I felt a year ago, it’s something I accept as my life burden. I don’t know what I want to do most in future, I have million ideas per minute and it would be easier to choose one or two… So I decided to go for the most unpredictable, craziest, toughest concepts of my life. If 2014 was amazingly fantastic, then 2015 will have to be even better. Party hard and gather the positive energy to strike in new year. I wish you all a wonderful 2015!

And when you get some good sleep after all-night-dancing be sure to check out the upcoming SALE at www.charlotterouge.pl 😉

 

life issues

This is reality, bitch.

28 September 2014

Jak wiecie z facebooka podczas pobytu w NY włamano się do naszego mieszkania i skradziono sprzęt fotograficzny, PlayStation, okulary, perfumy, pieniądze… Chciałabym bardzo zapomnieć o tym wydarzeniu i wrócić do normalnego życia, ale nie potrafię. Chciałabym z powrotem z tą samą radością wyjść z domu, spotkać się ze znajomymi, pójść na zakupy, przeglądać blogi, czytać gazety. Ale tak się po prostu nie da. Chciałabym wrzucić post z Nowego Jorku, z ciuchami, nowymi zakupami, bo kogo interesują kradzieże? No właśnie nikogo, kto tego nie przeżył i tu jest problem…

Zdarza Wam się myśleć w głębi duszy, że ‘mnie to nie dotyczy’, ‘mi to się nie przydarzy’? Też miałam taką nadzieję, choć nagminne ogłoszenia o kradzieżach w domach fotografów mnie przerażały. Powiem Wam coś bardzo osobistego – jestem dosyć bojaźliwym człowiekiem, boję się ciemności, samotności, boję się sama chodzić wieczorami, sama korzystać z bankomatu, sama jeździć samochodem. Odkąd mieszkamy w Warszawie nic złego się nie działo. Ktoś jednak odmienił postrzeganie mojej rzeczywistości. Spełnił się senny koszmar. Ktoś mnie obserwował, ktoś wszedł do mojego mieszkania, ktoś dotykał moich rzeczy, poznał moje sekrety. Być może ten ktoś czyta teraz co piszę. Pękła bańka nietykalności, teraz jestem wyeksponowana, jestem celem pasożytów, ludzi zdeprawowanych.

Gdy już mi się wydawało, że znam siebie, że już jestem dojrzała, wydarza się taka sytuacja i powoduje, że odkrywam nową nadludzką siłę. Gdy tylko usłyszałam o kradzieży przyjęłam za główne zadanie odnaleźć sprawców i moją należność we współpracy z policją. Szybko wyszłam z fazy załamania i bezsilności, by całą moją uwagę poświęcić analizie monitoringu, znalezieniu innych poszkodowanych i dotarciu do jak największej liczby osób, która pomoże w poszukiwaniach sprzętu. Byłam w stanie nie spać, nie jeść, mieć na sobie te same ciuchy od kilku dni i ciągnąć na samej adrenalinie. Kompletnie odwróciły się priorytety w moim dotychczasowym trybie życia. Moje zaangażowanie ruszyło machinę, która mam nadzieję nie ustanie dopóki nie znajdziemy sprawców.

Wiem, że sprzęt będzie jeszcze trudniejszy do zdobycia, ale nie tracę nadziei i cały czas liczę na Waszą pomoc – bo razem mamy większy zasięg. Wiem też, że byłby on jeszcze szerszy, gdyby udało się wszystkim ludziom zdjąć klapki z oczu i zachęcić do powiedzenia na głos – zło i niesprawiedliwość ludzka są wśród nas. Może ono być w naszym sąsiedzie, kliencie, czy przechodniu, który się dziwnie nam przygląda. Możemy to ignorować, cicho akceptować i żyć sobie dalej w różowych okularach albo możemy coś z tym zrobić – zwrócić na to uwagę, pomóc obcej osobie, nie wpuszczać domofonem pana z ulotkami, zadzwonić na policję, gdy widzimy pijanego kierowcę czy dziwnego typa o 3 nad ranem z wielką wypchaną torbą… W nowojorskim metrze pełno jest haseł – ‘See something? Say something!’ To ukierunkowało moją nową postawę. Mam nadzieję, że zainspiruje i Was.

Proszę Was o dołączenie do wydarzenia na facebooku i zaproszenie znajomych. Poszukujemy przede wszystkim świadka, który widział sprawców (wiemy o tym z monitoringu), skradzionego sprzętu i podobnych włamań. 

Blog, life issues, new me

lost in translation

7 June 2014
 
PL
Dlaczego zmiany? Bo zmiany to kierunek w stronę rozwoju, spełnienia, niesłabnącej ekscytacji. Nie wystarcza mi już tylko publikowanie zdjęć i krótkich wpisów. Potrzebuję mówić o tym co myślę, opisywać co widzę, zdradzać o czym marzę, chwalić się, dzielić, narzekać, pytać i odpowiadać. Odkąd pamiętam uwielbiam pisać (choć nigdy nie uważałam, że robię to bardzo dobrze). Jestem też samozwańczym psychologiem, detektywem, filozofem. Kombinacja tych zainteresowań spowodowała, że już od podstawówki byłam ‘inna’. Za dużo myślałam, za dużo kombinowałam. Analiza była pod nosem, a ja zawsze szukałam jej głębiej. Dlatego na lekcjach j. polskiego przestałam chętnie udzielać odpowiedzi, bo nauczycielom nigdy nie odpowiadała moja odpowiedź – nie była ‘zgodna z kluczem’. Próbowałam dać upust swoim przemyśleniom na blogach, ale żaden z nich nie przetrwał do dziś. Teraz będzie inaczej. Jak zapewniałam – kontynuuję przebojowy rok.
Dlaczegolost in translation‘? Bo jak już Wam wyjawiłam (tu) jestem wiecznie zagubiona, w mojej głowie kłębią się dziesiątki dylematów, pytań i odpowiedzi z trzykropkiem. W zasadzie całe moje życie definiuje zagubienie. Ale nie w negatywnym sensie tylko motywującym. Samotność w tłumie, niewiedza i ciekawość, nieodgadnione uczucia, huśtawki emocjonalne – to wszystko zachęciło mnie do poszukiwania nowego, ekscytującego życia i poznawania siebie. Lost in translation to również tytuł filmu z mojej półki pt. ‘klasyki’. Napisany i wyreżyserowany przez Sofię Coppolę, zagrany przez przepiękną i jeszcze wtedy naturalną Scarlett Johansson oraz zabawnego Billa Murraya. To od imienia głównej bohaterki pochodzi pierwszy człon mojej marki. Nie da się ukryć, że kiedyś utożsamiałam się z nią (film obejrzałam po raz pierwszy 10 lat temu), a dziś czuję ogromny sentyment do tej historii i postaci. Wciąż jestem tak samo zagubiona, ale nauczyłam się słuchać siebie i otwierać na radykalne zmiany. To chyba nazywa się dojrzałość, prawda?
Mam nadzieję, że nie śmierdzi to nudą. I że wrócicie tu po więcej :)
EN
Why change? Because changes point toward development, fulfillment, undying excitement. Publishing photos and short posts are not enough any more. I need to tell what I’m thinking about, describe what I see, show what I dream about, vaunt, share, complain, ask and answer. I’ve loved writing since I can remember (but I never though I was very good at it). I am also a self-styled psychologist, detective, philosopher. All these interests combined made me ‘different’ from the primary school times. I was over-thinking, analyzing too much. The answer was just under my nose, but I always searched deeper. I stopped raising my hand at Polish classes, because teachers never liked my opinion – it wasn’t ‘matching the key’. I tried to write about my thoughts on a few blogs, but they didn’t last long. It’s going to be different now. As I promised – I’m continuing the ‘go-ahead’ year.
Whylost in translation‘? Because I am always lost, dozens of dilemmas, questions and answers are swirling in my head. Basically my whole life is defined by this feeling. Not in a negative but motivating way. Loneliness in the crowd, incomprehension and curiosity, undefined feelings and emotional yo-yo – all this made me search for a new, exciting life and know myself better. Lost in translation is also a movie from my ‘classics’ shelf. Written and directed by Sofia Coppola, played by amazingly beautiful and natural (then) Scarlett Johansson and hilarious Bill Murray. The name of the main female character inspired my brands name. I won’t lie, I was identifying myself with her then (I was the movie 10 years ago for the first time), and today I feel sentimental about this story and figures. I am still a lost as I was back then, but I’ve learned to listen to myself and be open to radical changes. I guess it’s called maturity, right?
I hope I didn’t bore you to death. And that you’ll come back for more :)