Browsing Category

life issues

about me, life issues, serious talk

Lost forever

16 January 2014

Zaczyna się nowy rok. Jest połowa stycznia, ale czuję, że czas zwolnił dla mnie. Zamknęłam 2013 rok, teraz kolej na oficjalne plany na 2014. Długo zwlekałam z opisaniem moich myśli o przyszłości. Chciałam być pewna czego tak naprawdę chcę. Teraz jestem gotowa.

Od połowy zeszłego roku zaczęłam odczuwać pewne zmiany w moim sposobie myślenia. Ciężka praca nad trzema markami w tym wielkie wyzwania związane z Charlotte Rouge wypompowały ze mnie chęci do dalszego wyścigu po sukcesy. Napotkałam wiele problemów finansowych a ludzie, którym ufałam wykorzystali mnie i pozostawiali na lodzie. Straciłam chwilowo ochotę do pracy w branży odzieżowej. Dokończyłam moje zobowiązania i przestałam planować. Jedyne o czym myślałam to podróże, odpoczynek, rodzina, przyjaciele. Z czasem okazało się, że nie są to chwilowe potrzeby. Poczułam pragnienie bycia wszędzie, poznawania, uwielbiania, zobaczenia i dotknięcia tego co obce, egzotyczne. Mój system wartości zmienił się, a wraz z nim moja wizja przyszłości. Przestałam mieć ciśnienie na pieniądze, luksusy, popularność. Priorytetem stały się najgłębsze marzenia i potrzeby ducha. Szukałam spokoju, równowagi, sprawiedliwości, dobra i zdrowia. Wpływ na te zmiany miało wiele sytuacji, często przypadków. Jednym z nich było natknięcie się na książkę ‘Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata‘ Kacpra Godyckiego-Ćwirko, która była dokładnie tym, czego wtedy potrzebowałam – zastrzykiem pozytywnej energii i wiary, że nie jestem sama.

Zawsze wierzyłam w przeznaczenie i harmonię w życiu. Jeśli coś się dzieje, to na pewno ma sens. Jeśli jest źle, to cierpliwie będę czekać na lepsze dni. Dzięki zmianom w sobie akceptuję coraz spokojniej niesprzyjające wydarzenia. Nie poddaję się, przyjmuję wszystko do siebie, analizuję, wyciągam wnioski. Nie obrażam się, nie daję złamać. Dzięki temu mam więcej energii do pracy, bo nie tracę jej na zamartwianie się. Jestem oczyszczona. To cudowne uczucie.

Jestem osobą niezwykle wrażliwą na wszystko co mnie otacza. Wyrazem tego była chociażby kolekcja ‘Blackout’, która stanowiła moją odpowiedź na zagrażające nam wojny. Ja myślę o tym poważnie – martwię się o konflikty dotykające wszystkich ludzi, boję się zagłady, bezsensownej śmierci. Żałuję bardzo, że moda jednak przyćmiła ten problem i mało kto poświęcił chociaż chwilę na zastanowienie się nad stanem świata i ludzkich relacji. Z perspektywy czasu jest to dla mnie wręcz bolesne jak ignorowanie wołania o pomoc. Przez chwilę brałam pod uwagę przerwanie w ogóle pracy nad Charlotte. Rozważałam pracę w fundacji, organizacji humanitarnej, podróżowaniu, przy okazji fotografowaniu i pomaganiu w danych miejscach w dowolny sposób – prowadzenia życia z dala od zgiełku, wyścigu szczurów, wyzysku… Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam wstydzić się za siebie. Ludzie, którzy cały czas zmieniają pomysły na życie nie otrzymują pochlebnych opinii w społeczeństwie. Mówi się, że mają słomiany zapał, brak konsekwencji, zaangażowania, dojrzałości. Nie będę się bronić, jak mnie widzą inni to ich sprawa. Przestałam się zamartwiać takimi problemami i zaczęłam żyć pełnią każdego dnia bez stresu. To mi wystarczyło by nauczyć się rozmawiać o swoich słabościach, śmiać z błędów i głupoty, spojrzeć na siebie trzeźwiej. Słomiany zapał ugaszę silnym pragnieniem dotarcia na metę. Będę się zatrzymywać, łapać oddech, podziwiać, ale w końcu dotrę do celu. Dam sobie również prawo do przerwania wyścigu. Bo co zrobić jeśli zmieniają się okoliczności? Kiedyś byłam nieświadoma problemów naszego świata. Nie wiedziałam, że urządzenia mają kontrolowaną datę przydatności, że połów ryb przekracza normy, że śmieci się nie utylizuje tylko podrzuca do afrykańskiego kraju, że firmy farmaceutyczne i inne korporacje kontrolują dosłownie wszystko albo że kobiety w niektórych krajach są nagminnie gwałcone, ale nikt nie szuka dla nich sprawiedliwości. Dziś wiem coraz więcej, nie boję się słuchać i zmieniam swoje podejście do życia. Nabieram szacunku, przestaję gonić za stereotypowym ideałem, podejmuję znaczące decyzje. Co ciekawe i co uważam za znak, w chwilach słabości natykałam się na tumblr na obrazki z tekstami dotyczącymi moich wątpliwości. To mnie utwierdziło w tym, że nie można wstydzić się bycia zagubionym. Choć jest to męczący to również zdrowy stan umysłu. Ja zagubienie mam jednak we krwii, nie jest to stan przejściowy. Cały czas szukam swojego miejsca na Ziemi i najgłębszego celu w życiu. Jestem gotowa na wszelkie zmiany, jeśli tylko da mi to szczęście i spokój.

Trudno jest połączyć miłość do mody, chęć tworzenia jej z potrzebą pomagania innym, bycia bezinteresowną i pozostawienia po sobie jak najmniejszego odcisku w środowisku. Jestem chociażby rozdarta pomiędzy zakupami w Zarze (którą po prostu uwielbiam) a wspieraniem fair trade, nie kopiowaniem pomysłów (co Zara robi nagminnie) czy po prostu nie wydawania pieniędzy na rzeczy, które są ‘powierzchowne’, niepotrzebne. Ubrania dają mi radość, ciężko jest mi czasem powstrzymać się od zakupów, moda to moja słabość. Nie mogę dlatego zrezygnować z pracy w tej branży. Wyprowadzają mnie jednak z równowagi wszelkie przejawy chciwości, wyzysku, oszustwa, wykorzystywania takie jak zupełnie nowe zasady Facebooka. Posty ze stron mają ograniczony zasięg, należy wrzucać określone treści aby dotrzeć do większej ilości fanów. Wszystko po to, by zasilić kieszenie twórców płacąc za reklamy. Ludzie, którzy zapracowali na swoją publikę muszą teraz płacić by się z nią komunikować. To jawne oszustwo, którego nie zaakceptuję. Czy wiecie też, że ubrania wrzucone do kontenerów Czerwonego Krzyża nie są w większości przekazywane potrzebującym? A czy mieliście okazję obejrzeć film dokumentalny Artifact30 seconds to Mars (jeśli nie, to koniecznie to nadróbcie)? Z niego dowiedziałam się, że wielkie wytwórnie muzyczne wykorzystują artystów, którzy często nie dostają wynagrodzenia za sprzedaż płyt. Właściciele koncernów i politycy myślą o sobie, swoim bogactwie, o tu i teraz. Nie interesuje ich przyszłość w jakiej będą żyć nasi potomkowie. Nieważne, że nie będzie czym oddychać, wyginą zwierzęta, że jedzenie ma w sobie tyle chemii, że wkrótce mutacje i rak będą na porządku dziennym… Jestem przez takie fakty sfrustrowana i bardzo zniechęca mnie to do pracy. Nie potrafię jednak rzucić wszystkiego co zrobiłam i zostać hipisem (choć to by było spełnieniem marzeń!). Biorę sobie więc za cel spełnianie moich marzeń bez pogoni po trupach, bez presji, a ze świadomością o otaczającym świecie i kruchości życia.

Możecie pomyśleć, że zwariowałam, ale szczerze uważam, że ludzie spokojnie poradziliby sobie bez pieniędzy. Sądzę, że to one nakręcają całe ‘zło’ na świecie i na pewno nie dają szczęścia. Istnieją inne osoby o takim samym stanowisku, jednak podobnie jak ja tracą nadzieję na realizację tej idei gdy przychodzi kolejny rachunek do zapłaty i sama życzliwość nie wystarczy. Szkoda, świat byłby na prawdę piękniejszy…

Będę korzystać z dobrodziejstw natury, podziwiać i szanować ją. Zrobię co w mojej mocy, aby tworzyć ekologiczne i praktyczne ubrania. Chcę również zaangażować się w wolontariat, pomagać ludziom i zwierzętom. Życie jest krótkie, więc zamiast kupować nowy telefon, papierowy magazyn czy piętnastą torebkę zorganizuję podróż w odległe miejsce, by poznawać świat. Będę wspierać artystów i małych przedsiębiorców – zakupy będę robić w mniejszych sklepach (w tym z ekologiczną żywnością), będę chodzić na koncerty, wybierać ubrania, meble czy akcesoria od niezależnych projektantów. Będę również bez ograniczeń poświęcać czas rodzinie i przyjaciołom, bo to dzięki nim jestem kim jestem. Zrealizuję moje pomysły nie żałując czasu dla siebie, bo po to żyję…

W poprzedniej notce napisałam, że 2014 rok będzie jeszcze bardziej ekscytujący. Dzięki mojej cierpliwości i innemu podejściu do życia już odczuwam cudowną energię i nadchodzące przygody! :) Nie mogę się powstrzymać, by się nie dzielić z Wami tymi wieściami. Sylwestra spędziłam we Francji z przesympatycznymi ludźmi, już za dwa tygodnie lecę po raz pierwszy na wielką wyprawę z plecakiem na Sri Lankę, a we wrześniu mam możliwość wyjazdu do Nowego Jorku – w co nadal nie wierzę! Moje zdjęcie pojawi się na okładce singla Margaret, nakręciłam również dla niej reportaż Making of z teledysku Wasted oraz mam możliwość nakręcenia clipu dla innych artystów, co było moim wielkim marzeniem. Czekam na publikację mojej nowej sesji fotograficznej w magazynie. W Charlotte Rouge szykują się ogromne zmiany i nowe możliwości. Moje cudowne modelki rozpoczynają pracowicie sezon… I pomyśleć, że jest dopiero styczeń! 😉

Uffff… cieszę się, że wyrzuciłam to wszystko z siebie. Czuję, że teraz na 100% mogę zacząć działać. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że choć odrobinę wpłynę na Wasze spojrzenie na świat. Wyciśnijmy z dziś jak najwięcej, ale myślmy również o jutrze.