about me, life issues

The art of copying.

30 November 2015

Będąc w branży artystycznej nie sposób nie natknąć się na ludzi kreatywnych inaczej, czyli kopiujących pomysły innych. Jest to obce mi podejście do życia, bowiem przypisywanie sobie cudzego talentu, pomysłu czy całej działalności byłoby dla mnie hańbiące. Nie mam serca podkopywać czyjejś pewności siebie, uczucia wyjątkowości, moje sumienie nie wytrzymałoby takiego obciążenia. Gdy to analizuję wnioskuję, że może to być kwestia empatii. Jeśli jest ona w tobie niewzruszona, bezgraniczna, prawdziwa wtedy nawet nie przejdzie ci przez myśl, by przypisać sobie czyjeś dokonania. Jeśli natomiast rządzi Tobą ego, potrzeba czucia się najlepszym niezależnie od konsekwencji – z łatwością przyjdzie Ci zrealizowanie dokładnie tego samego pomysłu, który podpatrzyłeś – i to bez wzmianki skąd wziąłeś ‘inspirację’. Będziesz święcie przekonany, że to Twoje dzieło.

Nasz mózg opiera się na kopiowaniu. Tak kreujemy naszą kulturę. Kreatywne indywidualności dają reszcie społeczeństwa inspirację i najbardziej chwytliwe pomysły zaczynają zwiększać zasięg realizacji. Jedno indywiduum założy sweter na lewą stronę, ulegli ludzie na ulicy widząc to zrobią to samo następnego dnia – tworzy się moda. Niektórzy czynią to świadomie (np. mi zdarza się kupić jakieś ubranie, bo zobaczyłam je na kimś innym, kto wygląd bardzo stylowo) a niektóre zjawiska dzieją się podświadomie (np. coraz częstsze używanie nowego słowa, które się gdzieś usłyszało). O ile uważam, że jest to piękna stymulacja dla ludzkości, to jednak są pewne granice. Pomysł zerżnięty z premedytacją nie zdobędzie mojej aprobaty. Nie złościłam się, lecz cieszyłam, gdy na początku Charlotte Rouge po wypuszczeniu jakiegoś modelu ubrania kilka innych marek wypuściło dokładnie takie same rzeczy (np. butelkowa spódnica maxi, koszule szyfonowe z ćwiekami na ramionach). Śmiałam się, gdy ktoś skopiował moje zdjęcia, co do centymetra próbował odwzorować kadr, kolorystykę i podpisywał, że jest bardzo dumny ze swojej kreatywności. Zdarzało się również, że fotografowanie wrzucali moje zdjęcia jako swoje, co właściwie jest nielegalne. Było mi przykro gdy moja stażystka po spędzeniu w Charlotte Rouge kilku miesięcy zostawiła mnie na lodzie przed bardzo ważnym wydarzeniem by założyć własną markę. Wypromowała ją dokładnie tymi samymi drogami, które ja przetarłam (łącznie z odwróceniem przeciwko mnie mojej krawcowej, znajomej blogerki czy fotografa itp). Jeszcze bardziej mnie smuciło, że po wypuszczeniu pierwszej kolekcji miękkiej bielizny znalazło się dużo dziewczyn, które postanowiły zrobić dokładnie to samo, a swój sukces opierały na moim używając np. na instagramie hashtagów “charlotterouge” pod swoimi projektami lub komentując pod moimi zdjęciami “uszyję taki sam, piszcie na priv”. Największy cios przeżyłam, gdy uczestniczka wyjątkowych warsztatów fotograficznych, które współtworzyłam, 2 miesiące później zorganizowała warsztaty o takiej samej tematyce, z programem identycznym (dosłownie) jak nasz (Snap Camp). To nie jest już moda, to też nie jest przypadek. To jest świadome i bezczelne zachowanie.

“Ja też tak chcę! Jeśli inni mogą to czemu ja nie mogę?” Możesz, oczywiście. Ale czy musisz? Czy jedynym rozwiązaniem jest skopiowanie pomysłu na biznes a nie stworzenie własnego systemu, znalezienie własnej niszy? Możesz wybrać najprostszą drogę, masz gotowy biznes plan, wystarczy podążać krokami twojej inspiracji (jak to zrobiła pewna dziewczyna realizując sesję promującą swoją bieliznę dokładnie w tym samym miejscu co pierwsza sesja Charlotte Rouge Lingerie – i uwierzcie mi wymagało to dużo starań, żeby to osiągnąć). Gdy widzisz coś niesamowitego, gdy ktoś Cię zmotywuje do działania, gdy zazdrościsz komuś życia przełóż tą pozytywną energię na działanie, które Cię wyróżni z tłumu a nie postawi na tej samej półce z innymi. Wiecie jak działa umysł człowieka, któremu sumienie nie pozwala na kopiowanie cudzych pomysłów? Kiedy widzę coś pięknego nie myślę “to jest zajebisty pomysł na biznes, muszę to zrobić sama”. Myślę wtedy:
– wesprę osobę, która to zrobiła kupując jej produkt
– pomogę w promocji tego produktu czy usługi pisząc o niej na fb, wystawiając recenzję czy polecając znajomym
– jeśli bardzo chcę być częścią danego projektu kontaktuję się z twórcą i oferuję kolaborację, bezinteresowną pomoc czy też pomysł na wspólne działania
– podpowiadam co można zrobić, by produkt był jeszcze lepszy;
Jeśli odtwarzam coś, co już istnieje – robię to od nowa. Nie zrzynam konceptu, scenariusza, czy formy. Wszystko piszę od nowa sama i reformuję, dodaję swoje składniki by powstało coś nowego. Nie piszę do konkurencji z prośbą o cennik czy wzór umowy – sama analizuję potrzeby rynku i klientów. Kiedy kopiujesz dany pomysł 1:1 zawsze jesteś o krok do tyłu, bo osoba, którą się inspirujesz już dawno osiągnęła to co ty dopiero zaczynasz. Dlatego tak bardzo powinno być ci szkoda energii na pakowanie się w biznes, który będzie tylko odtworzeniem czegoś co już istnieje. Czyż nie lepiej mieć swoje, unikatowe dziecko?

Cały czas zdaję sobie sprawę, że jest dla nas wszystkich miejsce na tym świecie. Ponad 7 miliardów ludzi jest na naszej planecie, a ile ludzi tyle jest pomysłów. Część z nich realizuje się symultanicznie po różnych stronach globu i na to nie możemy wpłynąć. Nie każdy z nas jest urodzony ze zmysłem do tworzenia, większość ludzi po prostu odtwarza to co widzi. Ale brak kreatywności nie daje nam prawa do kopiowania. Tak jak nikt nam nie dał prawa do zabijania zwierząt, czy prawa do kradzieży dóbr materialnych innych ludzi tak samo świadomie podejmujemy decyzję, czy będziemy kopać pod kimś dołki podbierając jego pomysł czy rozwijać się niezależnie i wspierać nawzajem. To jest tylko kwestia dobrej woli i utemperowania swojego ego. Żyjemy w takim świecie jakim go sami stworzymy. Szerzmy dobro a nie zazdrość, przyjaźń a nie konkurencję, radość z życia a nie wyścig szczurów.

Wiem, że to utopijna wizja naszej koegzystencji. Ale wciąż wierzę, że warto próbować zmieniać świat na lepszy.

You Might Also Like