about me, movie, serious talk

The Earth is dying. We are dying along.

11 November 2014
8589130578099-black-and-white-moon-wallpaper-hd
Uwaga, teraz będzie bardzo poważnie i patetycznie. Jeśli jesteś ignorantem, żyjesz tylko po to by brać i nic od siebie nie dawać to lepiej nie czytaj tego wpisu.

Od dawna zbierało mi się na powiedzenie tego głośno – umieramy. I mam na myśli, że wszyscy znikniemy z powierzchni Ziemi, bo ona sama przestanie istnieć. Doprowadzamy się do kompletnej destrukcji, za sobą ciągniemy zwierzęta i rośliny, powietrze, wodę i całe piękno świata jakie znamy. Byłam świadoma już od dawna, że czeka nas zagłada (dobił mnie jeszcze artykuł Dazed) i straciłam przez to ochotę do ślepego pędu w jakim aktualnie się żyje. Dopiero teraz jednak chcę z Wami o tym porozmawiać. Wczoraj obejrzałam film Insterstellar. Mój mózg się… odblokował.

Znasz to uczucie, gdy już prawie zasypiasz i nagle wydarza się coś niespodziewanego, złego (uczucie spadania), a Ty zrywasz się gwałtownie podskakując w łóżku? Oglądanie tego filmu jest jak nieprzerwane spadanie bez możliwości wybudzenia. Wciąga Cię bezpowrotnie, przenosi na drugą stronę. Łamie reguły. Opierasz się, jesteś przerażony, ale na koniec jesteś silniejszy, mądrzejszy, pewniejszy. Przekraczasz granicę, poszerzasz horyzont, zwiększasz wyobraźnię. Nic już nie jest takie samo. Nie interesuje mnie to ile jest w scenariuszu spekulacji, a ile prawdy – liczy się dla mnie to, że w końcu dałam sobie wytłumaczyć czym jest świat, kim jesteśmy my – ludzie, a co jest poza naszym wzrokiem, poza naszą percepcją. Zawsze gdy Marcin oglądał Zagadki Wszechświata Morgana Freemana ja zatykałam uszy i zagłuszałam je śpiewaniem ‘la la la la’. Przerażały mnie zadawane tam pytania i odkrycia. Nie chciałam wiedzieć, że na innej planecie może istnieć życie, że powstaliśmy z niczego albo że można cofnąć się w czasie. Założyłam sobie krótkowzroczne klapki na oczy tak jak mięsożercy, którzy robią zakupy w supermarkecie i nie łączą faktów “miła, słodka krówka = krwisty stek”.

 

Oczywiste jest, że każdy odbierze ten film inaczej. Na mnie zrobił ogromne wrażenie, bo nie miałam żadnych oczekiwań. Nie oglądałam trailera, nie pamiętałam aktorów ani reżysera, poszłam do kina bez żadnych uprzedzeń. Widzę, że intelektualiści skupieni na naukowych aspektach podważają fizyczne aspekty i są zrażeni ckliwością filmu. Gdy tylko usłyszeli słowo ‘miłość’ pewnie zwrócili zjedzony przed chwilą popcorn. Z kolei tępe tłumoki obejrzały film z nadzieją na niesamowite efekty, dźwięk i akcję, a zderzyły się ze ścianą trudnych do zrozumienia problemów. Poza tymi dwoma skrajnościami mamy pewnie jeszcze dziesiątki innych opinii. Polecam zatem, abyście wyrobili sobie swoją i obejrzeli film niezależnie co mówią znajomi. Ja jestem zachwycona scenariuszem, obrazem, grą aktorską i reżyserią. W bardzo prosty sposób zostały przedstawione kompletnie abstrakcyjne dla mnie wartości jak grawitacja, czas, kosmos. Jeśli ktoś mi powie, że nie rozumie linii czasu w filmie to myślę, że powinien zostać przy kreskówkach. W autentyczny sposób przedstawiono również ludzkie zachowania. Często narzekamy z Marcinem, że brakuje w filmach ludzkiej logiki, bo scenarzysta musiał w konkretny sposób zakończyć film, więc zaprezentował niespotykane zachowania (ten moment, kiedy mówisz do bohatera ‘ale jesteś głupi! ja bym to zrobił inaczej!’). Tu jednak ludzie byli zadziwiająco prawdziwi – bali się, kochali, tęsknili, podejmowali wyzwania, a aktorzy świetnie podkreślali powagę sytuacji. Dzięki temu uwierzyłam nawet w najmniej prawdopodobne zdarzenia i wizje.

 

black-and-white-galaxy-outer-space-space-stars-universe-Favim.com-56563

 

 

Dla mnie Interstellar był zastrzykiem lepszym niż jakikolwiek narkotyk (albo tak to sobie wyobrażam). Otworzył mój umysł niczym wyrwanie się z nudnego seansu. Wiem więcej, czuję więcej, rozumiem więcej. A co najważniejsze rozumiem bardziej siebie i swój strach przed śmiercią. Rozumiem ogrom wszechświata i małość człowieka, który nie powinien czuć się władcą Ziemi a jedynie jej gościem. Bez Ziemi jesteśmy niczym. Dlaczego więc zaśmiecamy ją na potęgę, zabijamy ludzi i zwierzęta, zabudowujemy lasy i łąki, zanieczyszczamy powietrze i wodę?

 

 

Ta beznadziejna sytuacja, od której nie da się uciec sprawia, że mam ochotę się poddać. Nienawidzę przez to ludzi (tak, wiem, jestem jednym z nich…), a najbardziej tych u władzy (korporacje i politycy), którzy narzucają niepotrzebne prawa, ograniczenia i swoim egoizmem zbliżają nas do zagłady. Przeraża mnie mechanizacja, technika, chemizacja i wiem, że to kiedyś wymknie się spod kontroli. Chcę wyjechać (nazwijmy to Planem A) do pięknego, niemalże bezludnego miejsca (np. tu) i prowadzić moje życie bez pieniędzy, bez zobowiązań, bez stresu, bez nieustannego rozwoju, bez śladu. Szczęśliwie i jak najbliżej natury.  Jednocześnie coś mnie trzyma tutaj, wśród innych, w moich biznesach (obok rodziny te jest mi najtrudniej zostawić). Chcę nadal tworzyć, dawać ludziom radość i cieszyć się tym co tworzą inni. Wszystko to nie krzywdząc nikogo i niczego (choć życie pro-ekologiczne jest potwornie trudne). Stawiam więc sobie pewną granicę – kiedy już osiągnę wszystko o czym marzyłam lub stracę cierpliwość po prostu oddam wszystko co mam, zniknę i zrealizuję Plan A. Myśl o tym mnie uspokaja.

You Might Also Like

  • Ewelina

    Kochana Natalio, trochę w innym temacie: kto jest autorem szaty graficznej bloga? :)

  • http://milexblog.blogspot.co.uk Milex